|
|
poniedziałek, 18 lipca 2011
Żona tego Pana...
Jak często jesteśmy oceniani przez pryzmat kogoś bliskiego? Jak często jesteśmy "tylko" żoną tego pana, córką tej pani czy matką tego chłopaka. Pewnie bardzo często i czasami nawet sami nie zdajemy sobie z tego sprawy.
Ile razy przeglądając gazetę widzimy czyjąś twarz i tłumacząc komuś innemu używamy określenia -No wiesz o kogo mi chodzi, o żonę pana X. Albo lepiej - o patrz to była dziewczyna kogoś tam. Weźmy na przykład Annę Cz. Chyba nigdy i nigdzie nie przeczytałam artykułu na temat jej występu w którym nie pojawiłoby się już w pierwszej linice określenie "była dziewczyna Piotra A."
I oczywiście, bardzo często jesteśmy dumni, gdy ludzie odwołują się do naszych bliskich (do momentu kiedy nie chodzi o naszych byłych bo to już prawdziwe faux pas) opowiadając o nas samych. Przecież w większości jesteśmy bardzo dumni z osiągnięć rodziny czy przyjaciół.
Ale przez większość czasu mimo wszystko każdy z nas wolałby być oceniany przez pryzmat własnych osiągnięć - nie być córeczką TEGO tatusia czy siostrą tej SIOSTRY, tylko być sobą. I nie umniejsza to w żadnej mierze naszego uznania dla najbliższych, a jedynie potwierdza tezę, iż człowiek stanowi oddzielną od innych jednostkę i potrzebuje swojej własnej przestrzeni. A zatem : Żyj i pozwól żyć innym;-)
Do następnego.
środa, 13 lipca 2011
A więc jak to jest z tymi urodzinami?
W związku z przypadającymi dzisiaj urodzinami, zaczęłam się zastanawiać czy rzeczywiście w takich dniach jak ten czynimi swoiste podsumowanie tego co za nami - tego co udane i tego co trochę mniej radości wywołało na naszej twarzy. Czy może zamiast tego, staramy się snuć plany na przyszłość. Przyszłość tą bliską i znacznie odleglejszą. Plany, które czasem przerażają swoimi rozmiarami.
Może to ze względu na mało okrągłą rocznicę, może ze względu na dozę niedojrzałości jaka ciągle we mnie tkwi, a może zwyczajnie jestem inna, ale dziś nie pomyślałam ani razu o tym co było. Za to o tym co przede mną myślałam za każdym razem, gdy życzono mi spełnienia marzeń.
Jestem aktualnie na etapie na którym za miejsce na aplikacji oddałabym niemal wszystko. I w tym samym momencie, gdzie dla miłości nie oddałabym niemal nic, a za przespaną noc mogłabym już nieźle się potargować.
Moment to dziwny w życiu człowieka. Niby chce się krzyczeć na całe gardło jak bardzo jest się jeszcze dziecinnym i czeka się na słodkości, balony i gadżety, na odśpiewane po raz setny "sto lat", tort ze świeczkami i serpentyny. Z drugiej strony, podczas przeglądania kolejnych stron dokumentów coś w głowie szepce, że to dzień jak co dzień, a ta "zwyczajność" i "normalność" tego dnia, nie wiadomo czemu, daje poczucie ogromnego spokoju ducha.
Więc jak to jest? Przeszłość czy przyszłość? Udawanie, że urodziny nic nie znaczą czy prawdziwy szał i potrzeba świętowania? A może, gdzieś pośrodku tego wszystkiego da się zatrzymać i doczekać do końca dnia z uśmiechem na twarzy.
Do następnego:)
środa, 22 czerwca 2011
Przeciętna młoda kobieta
Odkurzam książki na półkach, pudełka butów i to miejsce również chciałam lekko odkurzyć.
Dawno tu nie zaglądałam.
Tyle się zmieniło,ale okazało się, że w powiedzeniu "co cię nie zabije to cię wzmocni" jest dużo prawny. Czasami myślę, że tak silna jak teraz, nie byłam nigdy wcześniej. Pełna siły 24-latki i doświadczenia, które mogłam już zebrać. Trochę mniej naiwna, ale wciąż wierząca w innych. Taka właśnie jest przeciętna młoda kobieta. I oby do przodu!
:)
sobota, 05 lutego 2011
Z dnia na dzień
Człowiek próbuje i to często wymyślał skąplikowane scenariusze filmowe, fabuły skomplikowane, pełne wątków i zmian akcji. Jednak nigdy nie jesteśmy w stanie przewidzieć tego co przyniesie nam samo życie. To dopiero jest scenariusz!! Iście oskarowy.
10 dni temu miałam narzeczonego, pierścionek na palcu i zastanawiałam się jak pogodzimy wyjazd nad jeziora z egzaminami na aplikację, co kupię mu na urodziny i jaką niespodziankę mam wymyśleć na Walentynki. Ale to było 10 dni temu.
Teraz pierścionek leży schowany w pudełku, a ja mimo to tysiąc razy dziennie odruchowo sprawdzam czy go nie zgubiłam z palca, by po chwili przypomnieć sobie, że już nie jesteśmy razem.
Kochał mnie podobno od pierwszego dnia, gdy mnie zobaczył. Kochał przez 5 lat. Od ponad 1,5 roku byliśmy zaręczeni. Zastanawialiśmy się i planowaliśmy wspólną przyszłość-tą dalszą i tą znacznie bliższą. Kochał tak długo, aż przestał kochać. Z dnia na dzień.
Ja nie kochałam go od razu. Ale z biegiem czasu, z każdą wspólnie spędzoną chwilą zakochiwałam się co raz bardziej. I teraz nie potrafię odkochać z dnia na dzień...
poniedziałek, 13 grudnia 2010
Kryzys tożsamości
Długo nie pisałam...
Trochę dlatego, że pisanie tutaj pomogło mi uporać się z niektórymi problemami z przeszłości a trochę dlatego, że część problemów nie może rozwiązać się poprzez napisanie ich tutaj.
Chyba weszłam w etak, kiedy próbuję uporządkować swój własny świat, próbuję zrozumieć kim tak właściwie jestem. Trochę późno. Większość osób, które znam przechodziły taki "kryzys tożsamości" parę lat temu;-) Ja niestety albo stety teraz.
Walczę dzielnie.
C.
niedziela, 24 października 2010
Lubię rozmawiać w ciemnościach, lubię rozmawiać z tą złą i ciemną stroną własnego "Ja". Powracam tam za każdym razem, gdy moje życie zaczyna przypominać pole bitwy a ja należę do obowu przegranych.
Hello darkness, my old friend. I have come to talk with you again...
C.
sobota, 23 października 2010
Lepiej nie zmieniać nic
Kiedyś myślałam, że pozjadałam wszystkie rozumy. I mimo, że mam dopiero 23 lata to mogłabym moim doświadczeniem obdzielić conajmniej 100 ludzi. Myślałam, że zawsze mam rację, że świat jest biało-czarny bez jakichkolwied odcieni szarości.
I im jestem starsza i mam coraz większe doświadczenie w tej skomplikowanej grze życia, tym częściej dochodzę do wniosku, że żyję w jakiejś wielkiej bajkowej bańce, gdzie zawsze jestem bezpieczna, chroniona przez bliskich.
Każdy ma jakieś problemy w życiu, często wydaje nam się, że życie innych jest ich pozbawione i gdybyśmy żyli ich życiem chociaż przez jeden dzień, to bylibyśmy najszczęśliwsi na świecie. Nie umiemy docenić tego co mamy, próbują dorobić "teorię" wszędzie tam gdzie coś jest normalne a nie świetne.
Pomimo kłopotów, zmartwień, małych i większych nieporozumień, jesiennego deszczu muszę stwierdzić, że mam dobre życie, wspaniałych ludzi wokół mnie i każdemu życzę tego samego.
Do następnego.
C.
piątek, 01 października 2010
Gotować każdy może, trochę lepiej lub trochę gorzej...;-)
Bardzo długo nie zaglądałam tutaj... Co dziwniejsze, miałam ostatnio bardzo dużo czasu a i tak jakoś nie po drodze z komuterem.
W połowie września wróciłam do domu i rozpoczęłam poszukiwania nowego miejsca pracy, nie poszło jakoś oszałamiająco, ale chyba koniec końców znalazłam fajne miejsce. Ale cicho sza, żeby nie zapeszyć...
A więc skoro nie byłam jakoś super zajęta zawodowo, to co robiłam ze swoim wolnym czasem? I tutaj zaskoczę wszystkich, którzy do tej pory mnie znali- oddałam się sztuce gotowania. A mówiąc dokładnie nauce gotowania, bo z tego właśnie poziomu startuję.
Idzie mi jak do tej pory, całkiem nieźle. W następną sobotę zaprosiłam paru znajomych na dobre wino i planuję na nich właśnie przetestować moje nowe zdolności kulinarne.
Jeśli przeżyją to dam znać. A jeśli nie, to ucieknę i nie przyznam się do niczego, mowy nie ma:)
Do następnego
C.
środa, 15 września 2010
Jak spadać to z wysokiego konia
Uwielbiam swoje kompletnie nieracjonalne marzenia. Lubię je nawet bardziej niż te trochę bardziej przyziemne, a przez to bardziej prawdopodobne do spełnienia. Nie wiem czy to normalne... I pewnie wielu zwolenników i agitatorów pozytywnego spojrzenia na życie powie mi :"że nie ma marzeń niemożliowych do spełnienia", ale tylko dlatego że nie znają moich.
Po pierwsze chciałabym zostać pierwszą kobietą wybraną na prezydenta USA nie urodzoną w Ameryce.
Po drugie chciałabym dostać Oskara za piosenkę do filmu.
Po trzecie chciałabym zostać laureatką Pokojowej Nagrody Nobla.
I pewnie tym którzy mnie osobiście nie znają, trudno będzie w to uwierzyć, ale nie jestem zarozumiałą egoistką o wybujałym ego. To takie marzenia, które się ma i one tylko od tego są. Z tego co mi wiadomo władze Ameryki nie planują zmiany w prawie pozwalającej naturalizowanym obywatelom USA na kandydowanie. Mój śpiew podoba się tylko mojemu narzeczonemu, ale On nie jest obiektywny. Z Noblem hmmm chyba nie jestem, aż tak dobrą osobą. To po co mi takie marzenia?
Bo jak spadać to z wysokiego konia!! Boli bardziej, ale jaka to radość!
C.
niedziela, 12 września 2010
Nauka ufania
List podobno doszedł. A zatem pora rozpocząć życie już bez królewicza, który okazał się bardziej brzydką żabą. Dzieci z wrodzoną sobie naturalnością uczą się świata, uczą się chodzić, mówić, bawić, ufać i śmiać. Jak robi się to, gdy już raz się przez to przeszło? Z chodzeniem nie ma problemu-nawet na szpilkach radzę sobie nie najgorzej. Z mówieniem hmmm znajomi pewnie stwierdziliby, że powinnam nauczyć się milczeć;-) Ale jak mam zaufać na nowo sobie? Nie mam problemu z ufaniem innym. To ja źle wybrałam i nie chciałabym popełnić ponownie tego samego błędu. Więc jak nauczyć się ufać samej sobie?
Nie wiem.
C.
|